wiara w niewiarę

Marzec 3, 2015 in Obserwując

DSC_0333

 

Modne od kilku lat stało się bycie niewierzącym. I nie mam tu na myśli religii.

Śmiem twierdzić, że to jedna wielka ściema 🙂 Nie wierzę 😉 tak, nie wie rzę 🙂 że jest chociaż jeden człowiek na ziemi, który w nic nie wierzy … zwyczajnie jestem przekonana, że nawet taki odludek uparcie wierzy, że w nic nie wierzy, całym sobą, gestem, spojrzeniem i słowem obstaje przy swoim – niedowiarstwie. Nic i nikt nie jest mu do szczęścia potrzebne 🙂 Sczerze w to wierzy. TO, moi drodzy…chyba właśnie jest wiara…uczucie z jakim się utożsamiamy i całym sobą w nie wierzymy…i co za różnica w CO, wierzyć, to wierzyć, nawet w swą nieomylność…

Absurdalne za to stało się to w co zaczęliśmy wierzyć (najczęściej po odrzuceniu jakiejkolwiek religii).

Na co pluć, albo raczej jak i gdzie, tak na wszelki wypadek…obrócić się w miejscu, podskoczyć….cokolwiek to jest, to wielu nie wierzy, ale….stosuje 🙂 tak na wszelki…no…wypadek 🙂

 

Czasami czytam: nie wierzę w zasady feng shui, ale…ludzie a co mi zależy mieć w domu porządek? W końcu to dobra zasada 🙂 i jakoś jest taka bezwyznaniowa… i jakoś tak milej się robi, kiedy porządek w domu….a czyste okna? No przecież energia przepływa i szczęście do domu wpuszczamy…Widać coś przez te szyby, więc co za różnica skąd ta zasada, mnie przekazała ją mama…jej przekazała jej mama i choćbym się starała usilnie, to babci o zainteresowania starożytną praktyka planowania przestrzeni w celu osiągnięcia harmonii ze środowiskiem naturalnym jakoś nie posądzam…

Anioły…uwielbiam anioły i mam ich w domu „troszeczkę”…takie nasze prywatne stróże i miłe dla oka…uczeni od dziecka, że są częścią religii (sprawdziłam i występują zarówno w  chrześcijaństwie, buddyzmie, islamie i judaizmie) a jako dorośli wypieramy ich z naszego postrzegania świata…bo wierzyć zaczynamy w…

Czarny kot przebiegł drogę? Hmmm…nie wierzę w jego pecha, ale…rozglądam się (może idzie ktoś jeszcze, to zwolnię, niech on ma tego..no… „nie pecha”)…tak na wszelki wypadek…

Kobieta w ciąży ma pecha na pecha, bo przesądów się namnożyło…urodzaj jakiś na pomnażanie ;)…drabina? przejść pod nią? zapomnij kobieto… za nic nie przejdzie, bo dziecko może się w pępowinę zaplątać…(naprawdę próbowałam zrozumieć zależność, nie umiem)…

DSC_0337

 

Ulubiony Kominiarz…no przecież szcęście przynosi 🙂

Kominiarz…ups! Że to niby pech? Nieeee, ale ten guzik….guzik…guzik…gdzie ten…”kochany” guzik! No przecież szczęście muszę mieć a tu same zamki i rzepy! Pech! Guzika brak, to pewnie szczęście mnie ominie…wstrętny ten kominiarz…tak znienacka i jeszcze się do mnie uśmiecha…no tak, wszyscy dookoła dziwnie się „oklepują” po ubraniach…ciekawe, czy on czuje się szczęśliwy na co dzień, bo przecież ma tych guzików trochę…bo ubawiony pewnie jest, to widać 🙂 A najważniejsze, to potem spotkać (kobietę czy mężczyznę?!) okularnika, bo to takie potwierdzenie, że sens jest w memłaniu w łapkach swojego guzika…

A ta sól…no to  jest dopiero nieszczęście jakieś…jak się rozsypie, to kłótnia murowana…jak można takie ognisko zła w domu trzymać? Może mniej rozwodów by było, gdyby ją tak wyrzucić z domu…świat byłby może spokojniejszy, a tak…jak się rozsypie, to…już jesteśmy źli, że to nam się zdarzyło…a może się nie liczy, bo to akurat taka mała ilość, nikt nie widział…może jakoś się uda bez wyrzucania…no, przecież prawdziwa miłość wszystko zniesie 🙂 zwłaszcza kuchenną sól…

A łuski z karpia w świąteczny czas? Oj, gorzej, jak się ryby nie lubi i przy każdym otwarciu portfela widzi się to coś, co pochodzi z tego czegoś, czego w życiu nie przełknę, ale łuskę nosić będę dzielnie przez cały rok, bo lepiej chuchać na zimne 😉 i liczyć na obfitość łask materialnych 🙂 No przecież, jakie to byłoby szczęście położyć się z łuską i czekać…

Łóżko w pokoju rzecz jasna stoi w pokoju tak, aby nogi nie były skierowane w drzwi, bo… szybko nas w stanie leżącym z niego wyniosą…głową do okna też nie wypada, bo też nam życia to nie przedłuży…i pewnie niejeden musiałby okna i drzwi jakość „przestawić”, aby to zrobić z głową i nogami w bezpiecznym miejscu…

Wstawanie z łóżka…taka prosta sprawa a z tą czynnością można mieć trochę problemów 😉 aby nie być leniwym a wstajesz z lewej strony łóżka, to musisz tak zmyślnie wstać, aby pierwsza postawiona na podłodze stopa była twoją prawą stopą…o dziwne wygibasy wyczyniać trzeba (tak na wszelki wypadek) Zaliczyłam taką poranną „gimnastykę” wstając tak przez kilka miesięcy, póki się z mężem nie zamieniłam na strony 😉 On w to nie wierzy, ja chucham na zimno…w końcu o małżeństwo trzeba dbać 😉

i tak można mnożyć absurdów do bólu brzucha, ze śmiechu…codzienność weryfikuje nasze uzależnienie od szczęścia, czy pecha, skłaniając do dziwnych zachowań 😉

 

DSC_0336

 

A Anioły patrzą na nas z boku i pewnie pękają ze śmiechu…