jaki wpływ mają na nas gadżety

Marzec 15, 2015 in Obserwując

Jak mawiają „potrzeba matką wynalazków” i coś w tym jest 🙂 Jednak w dzisiejszych czasach nabiera nieco innego znaczenia to powiedzenie
(czy przysłowie). Zostaliśmy zalani przeróżnymi gadżetami…nie wspomnę o „wyścigu” posiadania lepszego telefonu (co z tego, że stary działa), większego telewizora (najlepiej 50′ w pokoju 10m2, bo sąsiad właśnie taki kupił) i….wiele, wiele innych potrzebnych…niezbędnych do życia (?),
czy raczej dobrego samopoczucia…

Trudno naprawdę uniknąć wciągnięcia się w ten wir gadżeciarstwa. Jakimś sposobem zawsze nam się uda usprawiedliwić kolejny zakup. Argumenty wręcz absurdalne. Za to jak cieszą. Dziwimy się dzieciom, ich kolejnym zachciankom. Dochodzę jednak do wniosku, że pociechy nasze robią dokładnie to, co my. Może w nieco mniejszym wymiarze finansowym, chociaż…miałam okazję wysłuchać takiej krótkiej historii…

Podczas wizyty w salonie operatora komórkowego, jakiś tato usilnie chciał kupić swej latorośli telefon. Otóż to wybrane cudo, które ono „chce” kosztowało około 4 tys. zł 🙂 Co tatusia najbardziej zniechęcało (czy też przerażało)? ABONAMENT…około 200 zł miesięcznie…

Są jakieś granice absurdalnego gadżeciarstwa?

Rzeczy, które (moim zdaniem) kiedyś były  z założenia produktami mającymi ułatwiać nam życie (telefon komórkowy miał założenie proste – komunikowanie) urosły do rozmiarów kompletnego przerostu bezmyślnej konsumpcji…Dla dzieciaków staje się taki gadżet (niestety nie tylko dzieci mają takie potrzeby emocjonalne) wyznacznikiem bycia cool…i pies drapał, czy osobnik taki skorzysta ze wszystkich bajerów w takim urządzeniu. Najgorszym staje się nie to, że istnieją takie produkty, ale to, w jaki sposób wpływają na nasze zachowania. Jak kształtują nasze priorytety w naszym życiu. Jak wielki wpływ maja na nasze dzieci. A dzieci, jak to dzieci, jakoś tak niestety….małpują po nas to, co im najbardziej pasuje 🙂

Nieraz słyszałam „ty możesz, więc czemu ja nie mogę”, „ty masz nowy telefon, to ja też chcę”….i argument, że ja jestem mamą, że ja jestem starsza,
że jej nie trzeba, że to przesada….z trudem ogromnym trafia, czasem „jak grochem o ścianę” do mego młodego odbiorcy – wydawałoby się – prostego komunikatu.

Trudne jest przemycenie do głów małolatowi i utrwalenie pewnych zachowań przez nas pożądanych.  Kiedy wychodząc z domu wchodzi taki osobnik „między wrony, to kraka jak ony”…Zwłaszcza, jak wśród dorosłych spotyka się często dokładnie takie wrony…telewizja krzyczy „musisz mieć”,
„bez tego jesteś gorszy”…a kto chce być gorszy?…

Poczucie własnej wartości, to bardzo pożądany gadżet. Trudno go posiąść. Często mylony z pewnością siebie. Gadżet, który daje nam podstawy do bycia wolnym od złudzeń. Do mądrych wyborów. Świadomego życia. Radosnego życia i…łatwiejszego. wolnego od obciążeń pożądania posiadania. Wolnego
od presji sąsiada, koleżanki w szkole. Presji reklamy w TV. Bez uwiązania do potrzeby posiadania lepszego.

Co usilnie próbuję zakodować mojemu dziecku w głowie? Efekty już słyszę. Czasami mnie wręcz zaskoczyć potrafi. Filozof mi rośnie 🙂
a jej mądrość stwierdzeń satysfakcję mi sprawia. Wrażliwość dla innych…

Prosta zasada. Nie ilość i jakość zewnętrzna. Wartość jest w środku. W tobie i drugim człowieku.

 

pamiętacie? 🙂 niektóry pewnie ze zdjęć rodzinnych inni (jak ja załapali się na takie cuda)

(zdjęcia zrobione w Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu – wycieczka szkolna 🙂 )

IMG_1179IMG_1178