czy ser to ser, czy atrapa?

Marzec 16, 2015 in Obserwując

Jak zastąpić w naleśnikach mąkę pszenna? Całkiem prosta sprawa. Taka się wydaje, ale w jadłodajniach naleśnikowych wygląda to trochę na podróbkę. Wniosek wyciągnęłam z własnego doświadczenia. Takiego miejsca, gdzie nie chwalą się, że mają bezglutenowe naleśniki, ale tzw. gryczane…w składzie natomiast (karta) mąka pszenna z dodatkiem grycznej...

Po takich doświadczeniach zaczynam łączyć pewne fakty. Mam tu na myśli tzw. chleby razowe, żytnie itp., które w większości zawierają jakąś część tych zbóż. Najczęściej jednak są mieszane albo…podkolorowane 🙂 tak, dokładnie, dodawane są barwniki spożywcze. Za przeproszeniem po jakiego grzyba? Ano, żeby zmanipulować konsumenta, który nie czyta etykiet a który zdrowo się odżywia. Przynajmniej próbuje. A tu niestety nazwa np. takiego „pasztetu królika”, to nie to samo, co „pasztet z królika”. Wydawać by się mogło, że to to samo. Niespodzianka. Tak zwany „pasztet królika” może być nawet z wodorostów, czy karaluchów. Prawnie jest wszystko ok. Tylko konsument pasztetu świadomie kupował pasztet, który w nazwie miał królika i chce zjeść kanapkę z tego zwierzątka a tu taka niespodzianka. Najlepsze jest w tym to, ze w smaku może on łudząco przypominać króliczka. Dopóki się nie pokusi osoba do przeczytania etykiety…

Historia z pasztetem prawdziwa. Ile jest takich manipulacji słownych w nazwach? Od nas zależy, czy chcemy wiedzieć. Warto etykiety poczytać. Świadomie zdrowo się żywić. Producenci obserwują rynek, konsumentów. Spełniają nasze zachciewajki czerpiąc z tego gigantyczne zyski…

Ostatnio kolejny raz usłyszałam historię o producentach drobiu, którzy nie jedzą kurek, które sprzedają. Na własny użytek ich kurki biegają po ogródku i nie są karmione tym, co te na sprzedaż…ciekawe czemu…

Nie jest też rzeczą tabu (tylko kto tak naprawdę chce o tym wiedzieć?) fakt, że wędliny i mięsa są pompowane płynami z „przyprawami” (to takie ładne określenie – usprawiedliwienie tych nieuczciwych praktyk). Mięso takie nabiera rozmiarów 2-3 razy większe…

Do mięsa wstrzykuje się wodę z substancjami toksycznymi. Skład takiej „solanki” stanowią wielofosforany, azotany, azotyny służące również do produkcji materiałów wybuchowych, Coca-Coli, nawozów rolniczych. Litr „solanki” kosztuje 1 zł. Producent zgodnie z przepisami umieszcza na towarze informację, że szynka jest napompowana wodą, a nazwa jego brzmi: „produkt wysoko wydajny”….

Jakby tego nie rozpatrywać, to chęć zysków mija się tutaj z uczciwością. Maszyny takie można legalnie kupić. Są firmy, które można bardzo łatwo znaleźć w internecie.

„Ostatnim krzykiem mody stały się maszyny, które dzięki elastycznym igłom omijającym kości, potrafią napompować zabite zwierzę, jeszcze przed rozebraniem go na kawałki. Kupując szynkę w sklepie, nikt nie jest w stanie stwierdzić czy woda z solami zajmuje 30, 50 czy 70% wagi. Aby zabić jej wstrętny smak i zapach dodaje się do wyrobów coraz więcej przypraw.”

(http://www.wellbiznes.com/czy-wiesz-co-jesz/)

 

Ach to nasze prawo, jak zwykle jest dziurawe, jak szwajcarski ser….Niestety o serze też można wiele napisać.

Bo niby ser żółty jest z mleka. Niespodzianka. Jakby tak zapytać ile w takim serze jest mleka, to okazuje się, że koło mleka to on w marzeniach leżał. Co powinien zawierać w składzie ser żółty? Mleko i podpuszczkę. Każdy inny dodatek (mleko w proszku, karogen, soja…) to produkt seropodobny…i znów czytajmy etykiety 🙂

Można by pisać i… pisać i… pisać i w sumie miesięcy by nie starczyło…

Może zwyczajnie, zamiast kupować ser za 10zł/kg i później wyrzucać resztę, bo spleśnieje, albo jakieś dziwactwo się na tym czymś wyhoduje.

może bezpieczniej (i zdrowiej) kupić prawdziwy ser. Może mniejszą ilość. Może go  braknie, ale to BĘDZIE ser żółty, prawdziwy.