jak pięknie być sobą

Marzec 18, 2015 in Obserwując

WP_20140826_012

 

Zacznę od tego, że bycie piękną jest rzeczą względną. Każdy z nas postrzega piękno inaczej. Jak to zwykle bywa, niestety wobec siebie jest najsurowszy…i w pewnych przypadkach okazuje się, że może się taka postawa skończyć chorobą. Anoreksją. Bulimią. Choroby mające podłoże psychiczne. Pierwszy przypadek bulimii sprzed… 2,5 tysiąca lat odnotowany został w Biblii. Opis dolegliwości tamtej kobiety był dokładnie taki, jakimi określa się dzisiaj przebieg bulimii. (https://repozytorium.amu.edu.pl/jspui/bitstream/10593/4102/1/12_Aurelia_Owsiejczyk_Determinanty_kulturowe_zaburzen_odzywiania_201-216.pdf)

Osoby takie są zwykle leczone nie tylko farmakologicznie. Psycholog jest im bardzo potrzebny. Bliscy czasami nie zdają sobie sprawy, co się dzieje. Osoby chore potrafią skutecznie ukrywać swoje zaburzenia. Wypierają z własnego umysłu prawidłowe postrzeganie siebie. Leczenie wymaga wtedy udziału bliskich, ich ogromnej miłości. Takie osoby mają zaburzenia nie tylko na tle trawienia. Fizyczność i to, co robią z własnym ciałem jest skutkiem zaburzonego (bądź jego braku) poczucia własnej wartości. Zaburzenie to przejawia się karaniem siebie, nagradzaniem, chęcią osiągniecia wyimaginowanego obrazu siebie. Zaburzonego i niebezpiecznego dla ich życia. Trudne to choroby i wymagają lata uwagi i troski bliskich.

Ktoś kiedyś stwierdził, że „nie ma brzydkich kobiet, są tylko zaniedbane” i coś w tym jest. Tyle gustów ile ludzi na świecie 🙂 i trudno się w tym temacie spierać. Brak jednak dbałości o siebie może odrzucać a ideały w mediach tylko nam wypaczają postrzeganie świata i siebie. Wielokrotnie poprawiane photoshopem, czy innym programem wyglądów tak zwanych celebrytów wpędza niektórych w niezłe kompleksy. Jakie znaczenie wtedy ma dla nas to, że ci sami celebryci ledwo siebie poznają np. na okładkach czasopism? Całe szczęście niektóre znane osoby postanowiły zareagować i zabraniają producentom/wydawnictwom poprawiania wyglądu w mediach, na okładkach czasopism, zdjęciach publikowanych w mediach, czy billboardach? Bo rozmiar tych „poprawek” przekroczył już granicę rozsądku. Sama kilkakrotnie przejeżdżając ulicą zastanawiałam się, czy oby ta pani/ten pan, to ten aktor/aktorka? Czy ta pani/pan to ten/ta piosenkarka na billboardzie? Do dzisiaj nie wiem, bo wygląd wskazywał na wersję nastoletnią tej osoby, bądź jakiegoś miernego sobowtóra, bo przecież ta osoba w rzeczywistości (co widać w TV) jest dużo starsza….przesada? Czy ten przekaz reklamowy osiągnął swój cel? Śmiem twierdzić, że nie. Billboardy stały się dla mnie niewiarygodne. (swoją drogą okropnie zaśmiecają nam miasta).

Programy dla dzieci i nastolatków robią dzieciakom przysłowiową wodę z mózgu…są jak plastelina z której wyrabiane są pożądane przez media zachowania i dążenie do modnego wyglądu. Seriale w których występują nierzadko nawet 30 letni „aktorzy” udając nastolatków…i nie wiem skąd pomysł na taką obsadę, gdzie postać w filmie ma naście lat a panna(?) powala wyglądem dojrzałej kobiety… (całe moje życie nie uzbierałam tyle malowideł do twarzy, ile te panny mają na sobie).

I tak obserwując na co dzień zachowania nastolatek i obecnie mojej prawie nastolatki, przerażają mnie czasami rzeczy, które „wyłapuję” z rozmów. Staram się słuchać dziecięciu memu 🙂 Chcąc się czegoś dowiedzieć słucham czasami niezrozumiałych dla mnie opowieści. Czasami mnie śmieszą (kryję się z tym oczywiście), czasami grozą zawieje i…wtedy zaczynam monolog. Czasami mnie słucha 🙂 czasami miny robi. Że nie rozumiem, że teraz to przecież modnie, że….argumentów mnoży bez liku 🙂 Następnym razem znów słucham, znów podpytuję i wbijam w głowę wartości, które tak na mój rozum i doświadczenie życia (tłumaczę sobie) mogą ją kiedyś ochronić, wzmocnić, nadać kierunek wyborom…trudny ten trud wychowania i odpowiedzialność za swego potomka zderza się z rzeczywistością i modą na….wszystko.
Niektórzy mówią, że błędy własne są najskuteczniejsze…do wyciągnięcia wniosków, nie wysłuchania mamusi gadania, ale do własnych przeżyć…
Cóż pozostaje? Starać się mimo wszystko, a w razie czego być obok i wspierać, bo w złotej wieży jej przecież nie zamknę 😉

Wrodzony, czy wyuczony dystans do świata, czasami do siebie jest chyba pożądany. Każdy ma w jakimś stopniu potrzebę podobania się. Jedni bardziej inni mniej. Najczęściej trudno określić ten złoty środek. Skrajności nigdy się nie sprawdzały. Na dłuższą metę można zwariować od ciągłego trzymania linii, bo taka moda. Ważne w czym nam do twarzy. Eksperymentowanie bardzo wskazane. Uparte dążenie do kopiowania często „przerobionych” do granic absurdalnego wyglądu naszych idoli…męczące, frustrujące i dołujące…

Jak się tak zastanowię, to zdarzyło mi się spotkać w życiu niewielu ludzi, którzy swoją osobowością i optymizmem zwalali z nóg. Pozytywnie. Przy takich ludziach normalnie chce się żyć, góry przenosić. Nic nie wydaje się niemożliwe. Dodadzą otuchy i każdą przeszkodę w życiu traktują, jak lekcję do odrobienia i idą do przodu z uśmiechem na ustach. Może więc takich idoli będzie bezpieczniej sobie upatrzyć? 🙂

Upiększać siebie bez kopiowania. Trudno to przyznać, ale chyba każdy wie, że każdy oryginał ma większą wartość od najpiękniejszej kopii 🙂

Co mi pasuje, jest mi w tym dobrze, to wtedy jest dla mnie najlepsze. Dbać o swoje ciało – tym samym o swoje samopoczucie. Nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak ja/Ty i każdy jest wyjątkowy i jeśli spróbuje być sobą, to mu żaden wygląd modela/celebryty/photoshop nie będzie do szczęścia konieczny.

Bo moje wyobrażenie piękna jest w każdym rozmiarze i kolorze 🙂

 

 

 

 

  •