na co komu (nie) lanie wody?

Marzec 24, 2015 in Obserwując

„Inteligentna myśl ubrana w proste słowa jest odbierana ze zrozumieniem przez tłumy, elokwencja gubi często sens wypowiedzi sprawiając, że nie „rzeka płynie”, ale wodospad huczy…czyli nikt nic nie rozumie a woda leci”….takie moje podsumowanie, które (wywracając do góry nogami wpis) umieściłam na początku. Z przekory. Mam okazję pochwalić się swoim najdłuższym cytatem własnego autorstwa (w sumie, to chyba moim jedynym). Na wszelki wypadek, jakby ktoś nie mógł z różnych powodów przeczytać do końca, to moja potrzeba chwalenia zostanie już zaspokojona.

 

Männchen mit Megaphon auf Podest inmitten von bunten Zuhörern
Zastanawiałam się zawsze o co chodzi z „laniem wody”. Opowieści „cudnej treści” dokładnie nie na temat uskuteczniane w szkołach. Za moich czasów w ramach 2-5 można było niewiedzę zastąpić czymkolwiek, byle usta się nie zamykały. Gaduły,  które miały wystarczająco (sprytu?) odwagi na lanie wody dawały radę wybrnąć jakoś z każdej pały. Jako dziecko nie rozumiałam (i dalej nie rozumiem) potrzeby interpretowania wierszy, czy innych twórczych produktów piśmiennych i nie tylko. Czasy w których miałam okazję zaliczać lata edukacji podstawowej i obowiązkowej dopuszczały wprawdzie ograniczoną interpretację. Gaduły jednak zawsze coś potrafiły „wycisnąć” z głowy zupełnie nie na temat. Nauczycielom to przeszkadzało? Niestety, wystarczyło cokolwiek wyartykułować i delikwent- gaduła tróję dostał.

Jak dziś pamiętam, że prym na lekcjach z polskiego wiodły: bieda, niedostatek, chłopstwo, źli szlachcice i wszystko co można mianem litelatury polskiej nazwać do czasów (najbezpieczniej) początku XX wieku. Późniejsza literatura oznaczała moźliwość kłopotów, więc nawet historia jakoś taka spowalniała z przekazem edukacyjnym w okolicach II wojny światowej. Niewielu też było pewnie nauczycieli, którzy mieliby odwagę w latach jeszcze nawet ’80 coś wspominać wbrew systemowi.
Lanie wody przetrwało do dzisiaj. Wiem to z opowiadań dziecka, które jak ja, lać wody nie potrafi 🙂 Zbulwersowane jest jednak jak ja wtedy, że ktoś może lać wodę w odpowiedzi, nie odpowiedzieć na pytanie i dostać pozytywną ocenę. Całe szczęście konkretnie można w naukach ścisłych…chyba.

Interpretowanie poematów, wierszy, trenów… przerastało i przerasta moje emocjonalne zrozumienie celu takiej interpretacji. Już wtedy kiełkowała we mnie przekora. Jak można wiedzieć, co autor miał na myśli pisząc to, czy tamto? Do czego nam to było potrzebne? Żeby wypełnić lekcje treścią?

Trudno mi zrozumieć potrzebę nieustannego gadania. Gadania o niczym. Męczące to i takie przewidywalne.  Nie potrafiłam i do dzisiaj chyba nie do końca potrafię. Jak mi ktoś zadaje konkretne pytanie, to nie widzę powodu, żeby mówić o czymś innym. Konkretnie, nie wiesz, to się nie odzywaj…taka postawa, jak”milczenie jest złotem” jakoś się nie sprawdza, niestety straciła na znaczeniu. Może zwyczajnie gdzieś się gubią prawdziwe, mądre myśli. Jak inaczej w  tym chaosie gadania o niczym można zachować prawdziwe treści? Proste i wolne od potrzeby interpretacji?

 

Wysłane z iPada